RADWAN ŁUKASZ
Łukasz Radwan to nie tylko krytyk i dziennikarz; to instytucja i
bezkompromisowy autorytet, który od lat redefiniuje sposób, w jaki
rozmawiamy o sztuce.
Oto portret człowieka, który w salonowym świecie pełnym konwenansów postawił na brutalną szczerość i absolutną wolność twórczą. To wolny strzelec polskiej krytyki, który zyskał uznanie nie tylko w kraju, ale i na arenie międzynarodowej dzięki swojej unikalnej zdolności do oddzielania ziarna od plew. Jego głos to wypadkowa głębokiej erudycji oraz odwagi, by nazywać rzeczy po imieniu. Oponenci, próbując uderzyć w jego bezpardonowy styl i
nieustępliwość w tropieniu kiczowatej pozy, ochrzcili go mianem
„Bulteriera Polskiej Sztuki”. Miało to sugerować agresję i niebezpieczeństwo dla zastanego porządku. Jednak Radwan, z właściwą sobie błyskotliwością i intelektualnym chłodem, przekuł tę inwektywę w swój największy atut. Jego riposta przeszła do kanonu środowiskowych anegdot:
„Owszem, jestem bulterierem. Ale z tą różnicą, że poruszam się
bez smyczy i bez kagańca.”
To krótkie zdanie idealnie definiuje jego etos pracy. Radwan nie daje
się prowadzić na uwięzi żadnej galerii, żadnemu domowi aukcyjnemu
ani politycznym wpływom. Brak kagańca to z kolei deklaracja wolności słowa – mówi to, co inni boją się pomyśleć. Nie podąża za tymczasowymi modami. Potrafi dostrzec geniusz tam, gdzie inni widzą chaos, i zdemaskować fałsz tam, gdzie tłum bije brawo. Jako jeden z niewielu ma odwagę wejść w zwarcie z „nietykalnymi” postaciami świata sztuki, broniąc jakości i prawdy artystycznej. Zanim Polska usłyszała o potędze Igora Mitoraja, Radwan już wiedział, że ma do czynienia z geniuszem na skalę antyczną. To on stał się pomostem, dzięki któremu Polacy zrozumieli i poczuli monumentalizm tych rzeźb. Jego autorytet był tak magnetyczny, że najwięksi wizjonerzy XX i XXI wieku – tacy jak Wojciech Fangor czy Roman Opałka – poprzez swoich agentów sami zabiegali o jego spojrzenie. Nie szukali kolejnej laurki, ale interpretacji Radwana.
W kraju, gdzie edukacja plastyczna praktycznie nie istnieje, Radwan
w formacie telewizji śniadaniowej, kojarzonej z rozrywką, potrafił
„sprzedać” sztukę wysoką w pigułce, przyciągając przed ekrany
miliony widzów. Jako jedyny potrafił mówić o pędzlu i dłucie z taką pasją, że trudne tematy stawały się zrozumiałe dla każdego. To człowiek, który swoją osobowością i profesjonalizmem sprawiał, że przed kamerami TVN otwierały się zamki w Luwrze. Tam, gdzie inni całowali klamkę, on wchodził i zapraszał za sobą całą Polskę. Wprowadził sztukę do domów, w których wcześniej była ona jedynie
martwym pojęciem. Jego duchowym mentorem i niedoścignionym wzorem jest Stanisław Lem – niezapoznany geniusz, w którego dziełach Radwan odnajduje
nie tylko wizję przyszłości, ale nową kosmogonię i zapierającą dech w
piersiach astroinżynierię. To właśnie lemowska precyzja i rozmach intelektualny ukształtowały Radwana jako krytyka, który nie boi się patrzeć poza horyzont
zdarzeń. Łukasz Radwan to postać rozpoznawalna w międzynarodowych
kręgach, kojarzona z polską szkołą krytyki, która nie kłania się autorytetom jedynie za nazwisko. W czasach, gdy sztuka bywa towarem, on pozostaje jej strażnikiem. Można go kochać lub nienawidzić, ale nie można go ignorować. Jest
żywym dowodem na to, że w świecie kultury największą siłą jest
prawda – zwłaszcza ta wypowiedziana bez smyczy i kagańca.
